Niespiesznie przeglądając: Monitor Magazine.

MONITOR_MAGAZINE_03Być może za sprawą tak ociągającej się zimy, która wyczerpuje do cna lub zmian i napierającej rzeczywistości, dość, że ostatnio bardzo trudno było mi złożyć w notkę choćby kilka zdań. Nie był to czas pusty czytelniczo, zatem czas nadrobić zaległości i w bardziej wiosennej odsłonie, ponownie pochylić się nisko przed Czytelnikami, podziękować za ich cierpliwość i zabrać się do pracy 🙂

Pierwszy numer Monitor Magzine kupiłam będąc z wizytą w Warszawie. Zwrócił moją uwagę nieszablonową szatą graficzną: prostą, wyrazistą i oszczędną  – tak odmienną od krzykliwych okładek spośród których go wyłowiłam. Szczerze pisząc miałam obawy czy utrzyma się na rynku. Cieszę się, gdyż ostatnio natrafiłam na trzeci numer. Niestety, w moim mieście, dociera tylko do dużego sklepu na e. i to chyba w niewielkiej ilości egzemplarzy, z konkretnym opóźnieniem (trzeci numer obejmuje okres od stycznia do marca).

Magazyn reklamowany jest słowami: „Pierwszy w Polsce magazyn lifestylowo-biznesowy, który poprawia jakość życia”. Nie wiem, czy rzeczywiście ma takie magiczne właściwości ale zdecydowanie, przynajmniej dla mnie, przyciąga uwagę. Tak jak pisałam – jest solidnie zaprojektowany. Bardzo odpowiada mi staranna typografia, układ graficzny, dobre fotografie. Magazyn, co trzeba docenić, jest spójny nie tylko pod względem graficznym (oprócz wymienionego układu i czcionki również wybór stonowanej palety kolorów) lecz także wydawniczym (dobranie odpowiedniego papieru) oraz merytorycznym (treść artykułów, selekcja reklamodawców).

Monitor podzielony jest na sześć części: design, biznes, kultura, styl, podróże i kuchnia. Współpracuje ze specjalistami w wymienionych dziedzinach, z blogerami, fotografami. Wraz z tym numerem do zespołu dołączyły jako felietonistki  Anda Rottenberg i Anna Dziewitt-Meller. W tym numerze szczególnie ciekawe dla mnie okazały się artykuły: o współpracy sztuki i biznesu, tekst o biznesowej rewolucji, czyli o początkach współczesnych marek gigantów, rozmowa z Agatą Szydłowską i tekst o jej książce „Miliard rzeczy dookoła”, felieton Andy Rottenberg, rozmowa z kaligrafem Nicolasem Ouchenirem, a także raport o polskim rynku kawy. Bardzo ciekawym pomysłem jest również współwydawany z Monitorem magazyn White Plate, któremu patronuje znana blogerka Eliza Mórawska. Na razie jest dość skromnie ale ciekawie: są przepisy  ( wow! nawet dla ciasteczka dla psów), piękne zdjęcia i kilka ciekawych artykułów, między innymi o fotografii analogowej autorstwa Patrycji Doleckiej (autorki bloga truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com). W tym numerze pojawiła się możliwość zamówienia prenumeraty i uzupełnienia archiwalnych, pierwszych dwóch numerów kwartalnika.

Z dużą ostrożnością podchodzę do czasopism z gatunku lifestyle, często są one pretensjonalne lub jak zwykle mawia mój kolega – „hipsterskie”. Jeśli jednak w przypadku Monitor Magazine „hipsterstwem” ma się okazać promowanie polskiego designu i wydawanie mądrego, dobrze zaprojektowanego czasopisma to chyba poruszamy się w dobrą stronę. Polecam uwadze i czekam na kolejny numer.

Monitor Magazine, nr 1(3) 2013, Redaktor naczelny/Wydawca: Sebastian Kustra

Niespiesznie przeglądając: o ciekawym kwartalniku.

instalacja bibliotekaPrzeglądając wczoraj ulubioną listę blogów natrafiłam na tekst, który przywołuje Eva Scriba i zrobiło mi się nieco nieprzyjemnie, powiedzmy szczerze, po prostu wstyd. Tak jak autor przytaczanego tekstu Krzysztof Stanecki, mam poczucie uwsteczniania się w kwestii wiedzy o świecie. Jeden z ostatnich akapitów artykułu (dostępnego, wraz z jego kontynuacją tu) sprawiło, że przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz: Po prostu teraz już nie umiem sobie poradzić bez wikipedii. Jak padną jej serwery, zostanę półgłówkiem z zalążkiem wiedzy na temat władz w Polskim Stronnictwie Ludowym czy w innej niepotrzebnej do niczego partii, z olbrzymią wiedzą na temat cycków w show-biznesie i rozwodów wśród aktorów, ale za to bez podstawowych informacji na temat świata. Oczywiście, że jest to może uproszczenie, przecież każdy ma wolą wolę i sam podejmuje decyzje co wybiera i w jaki sposób przyswaja z informacyjnego szumu (o czym  traktuje też artykuł uzupełniający). Dość, że ziarna niepokojących myśli zostały zasiane.

Przeglądając świąteczne, papierowe wydanie Gazety Wyborczej natrafiłam w kontekście wczorajszej lektury na ciekawy artykuł pod nieco dziwnym tytułem: Szarża samotnego bibliotekarza. Przedstawia on postać Lewisa Laphama, legendarnego exnaczelnego Harper’sa, który pięć lat temu założył kwartalnik Lapham’s Quarterly. Jego ideą było „uporządkowanie” wiedzy dawnych myślicieli dostępnej w tak łatwy obecnie sposób poprzez internet. Paradoksem jest, że pomimo szerokiego dostępu do wszelkiego rodzaju tekstów (np. Google Books, JSTOR)  niewiele osób do nich dociera i umie z nich korzystać. Cytując artykuł, rola Laphama sprowadza się do bycia mądrym bibliotekarzem, który doradziłby czytelnikom, jak poruszać się po jej przepastnych zasobach.* Każdy numer Lapham’s Quaterly skupia się na jednym temacie, m.in:  miłości, polityce, pieniądzach.  W większości są to testy źródłowe, nie brak również oryginalnych komentarzy i esejów. Do współpracy redaktor naczelny zatrudnia doradców, którzy pomagają mu w doborze tekstów oraz współpracuje z wybitnymi eseistami. Ciekawy jest dobór tekstów i ich zestawienie, gdyż w jednym numerze obok siebie mogą znaleźć się fragmenty zarówno współczesne jak i z przed wielu setek lat, te pisane w formie esejów, jak również mniejsze i lżejsze gatunkowo fragmenty. Główną fascynacją Laphama jest historia, którą ceni przede wszystkim jako bogactwo doświadczeń. Według niego, właśnie z historii powinniśmy czerpać wiedzę i w niej poszukiwać odpowiedzi na nurtujące nas-współczesnych problemy. O swoim zadaniu mówi: Otwieram te skrzynie z kosztownościami z dawnych epok, żeby inni też mogli się nimi nacieszyć.*

Przywołuję i polecam ten artykuł, gdyż niesamowicie podoba mi koncepcja powstania tego typu pisma. Cieszy mnie, że ktoś ma jeszcze pomysł tak szlachetny w swoim założeniu – ocalenia i udostępnienia dorobku intelektualnego ludzkości. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że Laphamowi prawdopodobnie nie chodzi jedynie o same idee, w końcu wydaje czasopismo i na tym zarabia. Jednak wyczuwam w tym tę nutkę szaleństwa misji i pasji podzielenia się wiedzą. Porwał się na wydawanie czasopisma w czasach, kiedy papierowe wydawnictwa upadają i w całości przenoszą się w świat wirtualny. Szkoda, że nie możemy cieszyć się tym tytułem w Polsce. Nie znalazłam go dostępnego w żadnej bibliotece w Polsce (może komuś z czytających się udało). Niestety też nie działa możliwość połączenia się ze stroną dotyczącą prenumeraty.

Powracając zaś do artykułu otwierającego tekst – odczuwam dziś niewielkie pocieszenie. Może jednak nie jest z nami – konsumentami codziennych newsów – tak źle, jeszcze wielu z nas chce się poszukiwać nico ciekawszych informacji. Wierzę, że wymagający czytelnicy nie zasypią gruszek w popiele.  Marzę o tego typu intelektualnej uczcie w postaci podobnego czasopisma, które będzie dostępne również w naszym kraju.

*artykuł: Szarża samotnego bibliotekarza, Ron Rosenbau, tłum. Ludwika Włodek, W: Gazeta Wyborcza nr 16/2013, sobota-niedziela 19-20 stycznia 2013 r.

Fotografia: Nicolas Grospierre, fragment instalacji „Biblioteka”, 2006. Źródło wykorzystanej fotografii tu.