Niespiesznie oglądając: W.S. Merwin – portret artysty.

Merwin_Imiepowietrza_500pcxBardzo czekałam na tę premierę i  gdy w czerwcu zeszłego roku nakładem Wydawnictwa ZNAK ukazał się pierwszy w Polsce tom poezji W.S. Marwina „Imię powietrza”, przekonałam się, że moje przeczucia okazały się trafne.  Na zaledwie 130 stronach zebrane zostały wiersze z rożnych tomów i okresów życia poety. Choć nie jest to poezja, która idealnie pasuje do moich czytelniczych „wymagań” (o których pisałam już w kilku notkach), to bardzo mnie porusza.

Wczoraj miałam szczęście natrafić na piękny film o Merwinie na TVP Kultura, niestety o dość nieprzychylnej porze. Jest dostępny też w sieci . Warto  poświęcić mu czas i uwagę – polecam:

W.S. Mervin, Imię powietrza, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2013

[źródło obrazka: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3777,Imie-powietrza#materials ]

Dziwne drobne przedmioty.

lars-gustafsson-dziwne-drobne-przedmioty

  Lecz gdy się milczy, milczy, milczy/ to apetyt rośnie wilczy/ na poezję, co być może drzemie w nas (…)*

 Nie wiem, czy to milczenie blogowe, czy może jesienna wewnętrzna aura, znów potrzebowałam poezji, szukałam słów. Przewietrzyłam półkę z tomikami, odwołam się do klasyków polskich i zagranicznych ale to ciągle było nie to. Słowa nieprzyjemnie chrzęściły, stawiały opór zacinając się w myślach. Przypominałam sobie jednak, ze kiedyś, szperając na stronie ZNAK-u natrafiłam na zapowiedź tomiku skandynawskiego poety, tak natknęłam się na tom Larsa Gustafssona Dziwne drobne przedmioty.

Nie znałam postaci Gustafssona, dokładniej przybliża ją we wstępie Marta Rey-Radlińska charakteryzując go jako wszechstronnego artystę i kontrowersyjną postać nie tylko szwedzkiej lecz także międzynarodowej sceny kulturalnej i politycznej (odsyłam do wstępu książki). To urodzony w 1936 roku poeta, powieściopisarz, uczony, eseista, bloger, rzeźbiarz i malarz, laureat wielu nagród. Kilka z jego książek zostało przetłumaczonych na język polski, m.in.: Wełna (1977), Święto rodzinne (1981), Śmierć pszczelarza (1982). Jednak dopiero w 2012 roku została wydana jego poezja, fantastycznie przetłumaczona i wybrana do tomiku przez Zbigniewa Kruszyńskiego.

Dlaczego zachwyciła mnie poezja Gustafssona? Lub raczej czym mnie zachwyciła? Jak pisałam we wcześniej notce, jestem bardzo wybrednym czytelnikiem poezji. Unikam długich rymowanych form, rozbudowanych metafor, szukam lekkości, niedopowiedzeń, przestrzeni. Szukam prostoty, szczerości, innego spojrzenia na to, co wydaje się codzienne i zwykłe. To kwintesencja wierszy zawartych w książce Dziwne drobne przedmioty. Sam autor próbując zmierzyć się z określeniem swojego poetyckiego stylu pisze: „Tutaj chodzi raczej o namiętność prawdy (…). A także przekonanie, że dokładna obserwacja świata ma dla poetyki podstawowe znaczenie.” (s.78).

Wiatr wertuje książki**

Późne lato, pora
pasująca do mojego wieku.
te powolne, rzekłbyś, cierpliwe fale
z wahaniem
chowają się
w małych ciemnych dziurach
pod kamieniami na brzegu.
Najlepiej
wybierać wodę z łódek,
gdy naprawdę już trzeba.
To prosta mądrość.
Nie całkiem różna od tej:
czytać przeszłość,
niegotowy tekst,
tylko gdy naprawdę już trzeba.

W pewien sposób charakter tej poezji jest bliski twórczości również bardzo lubianej przez mnie Wisławy Szymborskiej. Podobno to właśnie jej zachwyt nad wierszami Gustafssona, z którym spotkała się w trakcie Festiwalu im. Czesława Miłosza w Krakowie w 2011 roku, „przyśpieszył” wydanie tego tomiku. W posłowiu sam autor również przybliża historię spotkań z Czesławem Miłoszem i Zbigniewem Herbertem. A propos zaś Zbigniewa Herberta, może ktoś zmierzy się z wyzwaniem (informacja ze strony Fundacji im. Zbigniewa Herberta):

grafika konkursowa ZH

Nie tylko na jesień, zdecydowanie zachęcam do spotkania z poezją Larsa Gustafssona, to wielka przygoda poetycka z „drobną” codziennością.

* Jonasz Kofta, Song o ciszy

** Lars Gustafsson, Dziwne drobne przedmioty, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2012 (wiersz ze strony 68)

Jeden

Znienacka minął jeden rok niespiesznie. Jeden rok spotkań, zmagań z materią słowa pisanego i nieuczesanych myśli. Dwadzieścia trzy notki, w tym osiemnaście omówień książek i cztery  czasopism. Dwa miesiące milczenia. Podczytując archiwum zauważam drobną ewolucję nieśmiałych, początkowych notek, aż do bardziej wnikliwych i rozbudowanych spostrzeżeń.  Podsumowując, dziękuję wszystkich podglądającym stale i przelotnie. Nie, to nie pożegnanie ale zebranie myśli przed kolejnymi spotkaniami, na progu początku roku drugiego. Wciąż wiele we mnie ciekawości i nieposkromiony głód pisanego słowa. Mam nadzieję, że ta ciekawość będzie zaraźliwa 😉

Jeden-trasa

źródło obrazka: tu

Wbrew wszelkim modom wyznaję: lubię poezję. Choć jestem jej wybrednym czytelnikiem. Nie jestem jej znawcą, nie potrafię obiektywnie oceniać – działam intuicyjnie, jeśli chodzi o dobór autorów i czytanych tomów. Unikam długich rymowanych form, rozbudowanych metafor, szukam lekkości, niedopowiedzeń, przestrzeni. Wszystko to, co lubię w poezji znajduję, między innymi, u Marcina Świetlickiego. Wiele radości na progu lata sprawiła mi jego nowa książka „Jeden”. Nie pokuszę się o jej omówienie, Dawid Dziwosz na READ_EAT_SLIP zrobił to ciekawie i wyczerpująco. Podzielam jego zdanie i odsyłam do tego dobrego tekstu. Na koniec (choć koniecznie polecam rozsmakować się w całości)  tylko jeden wiersz z tego tomiku na dziś – 11 lipca:

11 lipca

Tysiące zaskakujących
historii o udanych pointach.
Nade mną chmury,
Kołujący żuraw.
Słońce daje popalić.
 
I dobrze mi tak, tak mi źle.
 

Jeden, Marcin Świetlicki, Wydawnictwo EMG, Kraków 2013