Cykl DKK: Dom Małgorzaty

Dom Małgorzaty Dom Małgorzaty Ewy Kujawskiej był książką miesiąca maja w Dyskusyjnym Klubie Książki do którego należę. Poszczególne tytuły są wybierane wspólnie podczas naszych spotkań. Nie wiem, czy sama dokonałabym takiego czytelniczego wyboru ale traktuję to raczej jako pozytywną kwestię, gdyż często, nie zdając sobie z tego sprawy, wpadam w koleiny swoich własnych przyzwyczajeń, a takie przebudzenie, w postaci sięgnięcia po innego rodzaju tematykę niż zazwyczaj, jest miłą odmianą. W przypadku tej książki cieszę się, że miałam możliwość „przegadania” jej, podzielenia się swoimi spostrzeżeniami ale przede wszystkim wysłuchania innych, gdyż zdecydowanie tego potrzebowałam, by uporządkować myśli z nią związane.

Tak się złożyło, że ten tytuł omawiany był w typowo kobiecym gronie. Bardzo nie lubię podziału na sztukę, muzykę bądź literaturę kobiecą lub męską, gdyż uważam, że albo jest ona dobra albo zła. Jednak Dom Małgorzaty to książka kobieca, o kobietach i dla kobiet. Wśród Pań skupionych w naszym „czytelniczym kręgu” , miałam wrażenie, że łatwiej było nam „poczuć” tę książkę. Wiele poruszonych problemów było bardziej zrozumiałych, delikatnie wymieniane porozumiewawcze spojrzenia zdały się mówić „znamy to, wiemy jak to jest”. Jednak książka ta, nie jest hermetyczna, ani w swojej treści, ani w przesłaniu – czytelnicy-mężczyźni również odnajdą się w tej powieści.

Dom Małgorzaty rozpoczyna się opisem niewielkiej wioski i domu, ale wtedy jeszcze to nie jest dom Małgorzaty, a dom Hildegard. To jeszcze nie dom polskiej rodziny, a niemieckiej: Hildegard, jej męża Fritza i synów Wilhelma i Johanna. Autorka wprowadza nas w porządek życia gospodyni domu, przykładnej żony i matki. W świat, w którym rytm pracy dyktuje pora dnia i roku, w którym codzienna rutyna wyznacza porządek rzeczy i zapewnia spokój duszy. Ten ustalony ład burzy wojna, która wchodzi w życie rodziny i miasteczka zabierając mężczyzn. W przypadku Hildegard – najpierw męża, a potem synów. Choć pozornie wojenna pożoga omija mieścinę, to silnie naznacza ją tragedią odchodzących bliskich. Nawet Ci, którzy wracają „przynoszą” ze sobą śmierć w swoich przeżyciach i zabliźnionych ranach. Hildegard czeka w domu na powrót swych mężczyzn, próbuje chwytać się codziennych czynności, bronić utraconego spokoju – bezskutecznie. Zamiast wyczekanych bliskich nadchodzą obcy – Polacy, którzy, jako zwycięzcy, zajmują wioskę wraz ze stopniowo opuszczanymi przez dawnych mieszkańców domami. Hildegard nie wyjeżdża, wciąż z nadzieją czekając. Do domu wprowadza się za to Małgorzata ze swoją rodziną:  mężem i synem. Siedlisko powoli staje się coraz mniej miejscem Hildegard, a przestrzenią wspólną kobiet. Początki wspólnego życia nie są łatwe, ale powoli rodzi się miedzy nimi więź. To chyba najciekawsze i najpiękniejsze momenty powieści, gdy obie stają się paniami domu i bliskimi sobie kobietami. Właśnie te chwile będzie wspominać potem Małgorzata.

Z pozoru dość niewielka książka zachwyca mnogością podjętych tematów. Jest to książka o wojnie, a może nawet bardziej o tym jakie niesie za sobą zło. O wojnie, która nawet, gdy nie dotyka bezpośrednio to pozostawia swój głęboki ślad. O wojnie oczami kobiet, ale jednak nieco z innej perspektywy niż, chociażby książka Swietłany Aleksijewicz Woja nie ma w sobie nic z kobiety (piękna recenzja na blogu: got save the book). Dom Małgorzaty opisuje los kobiet pozostawionych z dziećmi, dobytkiem lub jego resztkami, czekających i walczących również na froncie, ale froncie codziennego życia w zdezorganizowanej codzienności. Tak jak już wspomniałam, jest to książka o kobietach i ich świecie, gdzie bliższe niż górnolotne idee („zaczadzony” ideą nazizmu Fritz), są kwestie codziennego funkcjonowania (pracująca w obejściu Hildegard). Autorka silnie daje do zrozumienia, że spojrzenie kobiet nie jest gorsze – jest inne, bliższe biegowi natury, bardziej zmysłowe, oparte na intuicji, snach i przeczuciach. Ewa Kujawska niejako afirmuje te nasze – kobiet – cechy, które nierzadko bywają wyśmiewane, ukrywane, a często to one właśnie stanowią o naszej sile i pomagają nam przetrwać.

Pisarka w piękny, poetycki sposób opisuje świat duchowy. W jej prozie pojawia się Bóg i anioły, jednak odwołania te nie są próbą nachlanego „nawracania” czytelnika lecz raczej odwołaniem do szerszego pojmowania świata niż jego racjonalny obraz. Bardziej mistyczny odbiór tej prozy nasuwa również skojarzenie, że jednym z bohaterów książki jest też tytułowy dom. Miejsce, które buduje naszą tożsamość, jest jej nieodłączną częścią – korzeniem.

To piękna i mądra książka, z gatunku tych, które pozostają w nas delikatnym osadem zadumy. Zamyśleniem, które zostaje z nami na dłużej niż samo jej czytanie.

„W końcu, zmęczona, przysiadła wygodnie pod przysadzistą, powykręcaną jak ręce starego człowieka,  jabłonią. Oparła głowę o ciepły, żywy pień  poczuła się dzieckiem, całkowicie przekonanym, że nic niespodziewanego stać się nie może . I – jak dziecko – zalała ją na chwilę fala utraconej pewności , że wszystko ma swój początek i koniec, swoje miejsce i czas.” (s. 174)

Dom Małgorzaty, Ewa Kujawska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007, (seria: Linie krajowe)

Ps. Za miłe spotkanie dziękuję Paniom z Filii Książnicy Kopernikańskiej nr 3 w Toruniu i Klubowicz(k)om :)

baner-dkk

Reklamy

Cykl DKK: Widma w mieście Breslau

widma-w-miec59bcie-breslau  Prawdopodobnie nie sięgnęłabym po tę książkę z własnej inicjatywy. Przyznaję, nie jestem miłośniczką kryminałów. Pomimo prób mierzenia się z klasyką tego gatunku, czyli powieściami Agathy Christie nigdy nie połknęłam przysłowiowego czytelniczego haczyka, by z wypiekami na twarzy snuć domysły: kto zabił. Książkę Marka Krajewskiego Widma w mieście Breslau przeczytałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki (w czym rzecz – na końcu postu).

 Widma… to trzecia  (po Śmierci w Breslau i Końcu świata w Breslau) część opowieści o śledztwach prowadzonych przez Eberharda Mocka- asystenta kryminalnego, pracownika Prezydium Policji Oddziału Obyczajówki. Akcja powieści rozgrywa się w 1919 roku, w przedwojennym Wrocławiu. Wszystko rozpoczyna się, gdy w pierwszych dniach września zostają odnalezione w rozlewiskach Odry pokaleczone ciała czterech młodych mężczyzn – marynarzy. Mock zostaje wciągnięty w całą sprawę, gdyż morderca wymienia go z imienia i nazwiska w liście, w którym cytując Biblię, próbuje nastraszyć go i grozi, że jeśli nie przyzna się do winy to pojawią się następne ofiary. Od tego momentu wraz z głównym bohaterem zostajemy wciągnięci w grę. Poznając kolejne części kryminalnej układanki wdzieramy się w życie półświatka Breslau, gdzie króluje zło, niejasne układy, używki, kobiety lekkich obyczajów i  mroczne sekrety. Coraz bardziej poznajemy również postać Mocka: jego historię, dzieje jego rodziny, słabość do dobrego jedzenia, alkoholu i rudowłosych kobiet.

 Od pierwszych stron powieści towarzyszyło mi wrażenie „gęstości”, zarówno w znaczeniu odebrania całego klimatu książki ale również w kwestii ilości akcji, bohaterów oraz przytoczonych opisów miejsc i przedmiotów. Ta drobiazgowość i szczegółowość autora jest godna podziwu, gdyż dzięki temu znakomicie zarysowuje on klimat tamtego czasu i miejsc. Przyznam, że nie wiem, czy realia z tamtego czasu zostały zachowane lecz uległam wrażeniu wiernej rekonstrukcji minionego świata. Z podobną starannością zostały odwzorowane lub wykreowane postacie występujące w książce. Często miałam wrażenie, że wręcz widzę poszczególne gesty osób lub słyszę kroki lakierowanych butów Mocka na brukowanych uliczkach miasta. Aż dziw, że nikt jeszcze nie pokusił się o zekranizowanie tej historii.

 Jednym z głównych bohaterów powieści Krajewski uczynił również miasto, co ciekawe opisuje je nie poprzez zabytkowe budowle lecz raczej poprzez zaułki, zapuszczone mieszkania, ciemne klatki schodowe,  zsypy. Autor nie oszczędza swoich czytelników ukazując nie tylko podłe dzielnice ale również podłości ludzkich sprawek i fizjologię ciał. Nie chcę zdradzać szczegółów zakończenia jednak muszę wspomnieć, że bardzo mnie ono rozczarowało. Wydaje się zdecydowanie niewiarygodne i „naciągane”. Chyba jednak odpowiada mi bardziej struktura kryminału umożliwiająca samodzielną dedukcję czytelnika i rozwikłanie przez niego kryminalnej zagadki. W przypadku tej książki jest to wręcz niemożliwe. Jednak zachęcam do lektury, gdyż powieść rzeczywiście wciąga, trzyma w napięciu i jest znakomitą rozrywką z pod znaku ciemnej gwiazdy.

 Wspomniałam o Dyskusyjnym Klubie Książki. Jest to inicjatywa, której patronuje Instytut Książki. Na stronie w zakładce DKK możemy sprawdzić, czy taki Klub działa również blisko naszego miejsca zamieszkana. Spotkania Klubów mają miejsce zazwyczaj w filiach bibliotek wojewódzkich (w przypadku Torunia w filiach Książnicy Kopernikańskiej), zwykle raz w miesiącu w godzinach dopasowanych do uczestników. Spotkania nie tylko są okazją do rozmowy na temat przeczytanej książki ale również szansą na poznanie nowych ludzi, którzy mieszkają w naszej okolicy. Gorąco zachęcam do włączenia się. Za miłe spotkanie dziękuję Paniom z Filii Książnicy Kopernikańskiej nr 3 i Klubowiczom 🙂

baner-dkk

Marek Krajewski, Widma w mieście Breslau, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005