Mały przekrój Przekroju

 Nie jestem medioznawcą, literaturoznawcą, dziennikarzem. Mogę o prasie wypowiadać się jedynie jako czytelnik naznaczony swoimi upodobaniami, zachciankami i oczekiwaniami. Swego czasu w kręgu moich tygodnikowych zainteresowań znalazł się Przekrój. Po przeprowadzce do Poznania, wtedy, gdy dojazd do mojego miejsca pracy publicznymi środkami komunikacji zajmował minimum 40 minut, tygodnik ten bywał miłym współpasażerem. Humor poprawiała mi ironiczna kreska Raczkowskiego, wraz z cyklem przygód Stanisława z Łodzi, czekałam na Stopklatkę Kuby Dąrowskiego i jego inne teksty poświęcone fotografii, lubiłam bardzo rozbudowany i bogaty dział dotyczący kultury, tydzień po tygodniu przeżywałam życie Jerzego Pilcha w jego publikowanym pod koniec każdego numeru Dzienniku. Z dużym zawodem przyjęłam fakt absolutnej zmiany formuły tygodnika po przejęciu go w 2011 roku przez ówczesnego właściciela miesięcznika Sukces. Celowo pomijam wymienianie nazwiska pana właściciela, gdyż uważam, że zrobił dużą krzywdę temu tytułowi. Jak sam głosił – przenosi tytuł do internetu. Z tym, że akurat mnie jako czytelnika nieposiadającego tabletu, smartfona, itp., interesowała najbardziej forma papierowa, dlatego okrojenie tej wersji do kilku wypranych z treści stron, spowodowała mój odwrót od tytułu na dłuższy czas.

Z miłym zaskoczeniem 15 października spostrzegłam, że Przekrój stara się powrócić. Tygodnik „wraca” pod wodzą dwóch redaktorów: Zuzanny Ziomeckiej i Marcina Prokopa (więcej profesjonalnych informacji tu). Jaki jest ten nowy/stary tygodnik? W moim skromnym zdaniem nieco chaotyczny, trochę w popowym, krótkoniusowym stylu. Jest kilka ciekawych artykułów, np.: wywiad z Dorotą Masłowską, rozmowa z Adamem Wajrakiem, artykuł o drukowanej prasie w czasach internetu,  wywiad z żoną Leopolda Tyrmanda w związku z promocją książki Tyrmandowie. Brakuje mi jednak porządnego działu kulturalnego, doskwiera miałkość niektórych treści, niespokojnie szukam sławnej, ostatniej strony Przekroju. Oczywiście, przeczytałam dopiero pierwszy numer w nowej odsłonie. Czekam na następne, poobserwuję. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że może w tym tytule ponownie odnajdę dla siebie prywatną tygodnikową alternatywę czytelniczą.

Reklamy

Nielegalne związki

 Z twórczością Grażyny Plebanek spotkałam się dobrych kilka miesięcy temu, kiedy to jej  Pudełko ze szpilkami w formie słuchanej towarzyszyło mi w długiej podróży. Wybierając kolejną jej książkę, tym razem drukowaną, miałam świadomość mniej więcej po co sięgam. Sprawnie napisana historia, z gatunku tych, które ogląda się jak niezobowiązujący melodramat z elementami komediowymi lub serial przy herbacie, po pracy.  Nie w tym przypadku. Tym razem książka Nielegalne związki niesamowicie mnie zmęczyła. Historia ta, pisana przez autorkę z perspektywy mężczyzny jest za długa, pogmatwana, wręcz nużąca. Chyba nie udał się jednak  zabieg wejścia w męską głowę i serce. Oczywiście, nie mogę ocenić tego jednoznacznie – jestem kobietą, jednak czytając nie mogę się uwolnić od silnego wrażenia, że czytam prozę napisaną przez kobietę w męskim przebraniu i z doklejonym nieudolnie wąsem. Liczne, pojawiające się  opisy scen miłosnych wcale nie przyprawiają tej opowieści pikanterią ale w takim natężeniu są trudne do przebrnięcia. Być może to za daleko idąca analogia, ale nasuwa mi się przykład opisów przyrody w Nad Niemnem, których nawet najwytrwalszy czytelnik ma po pewnym czasie serdecznie dosyć. Także niestety… tym razem po prostu nie zachęcam.

Grażyna Plebanek, Nielegalne związki, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 201o

Życie na trzy psy

Gdy pod nasze drzwi, okna, a co gorsza myśli zaczyna wpraszać się jesień wraz z całym bagażem tej pory roku, warto sięgnąć po taką książkę jak Życie na trzy psy Abigail Thomas. Bardzo dobra i mądra książka. Bez sentymentalizmu, taniego pocieszycielstwa, bez zbytniego lukru porusza trudny problem życia z bliską osobą, która ulega wypadkowi. Abby po wypadku męża stara się odnaleźć w tej sytuacji, między innymi poprzez pisanie. Zaczyna opisywać swoje życie przed i po wypadku Richa, opisuje jak wygląda jej życie na trzy psy. Z niezwykłą wrażliwością opisuje codzienne rytuały i zwyczaje. Szuka odpowiedzi dotyczących przyczyn wypadku, granic oddania drugiemu człowiekowi i miłości. Jej książka daje nadzieję, uczy pokory. Jest trochę takim błyskiem światła, które może wydobyć z cienia codzienności niezwykłe „zwykłe chwile”.

Abigail Thomas, Życie na trzy psy, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2007